czwartek, 22 lutego 2018

Zimowi ulubieńcy



Po długiej przerwie postanowiłam wrócić z lekkim wpisem o ulubionych produktach w ostatnich zimowych miesiącach. Nie jest ich wiele, ale ich używanie naprawdę sprawiało mi radość lub poprawiało humor.



Zacznę może o tych kosmetycznych. W grudniu kupiłam dwa produkty do makijażu, które okazały się najlepszymi z tej kategorii jakie do tej pory miałam. 
Pierwszy z nich to bronzer z The Body Shop Honey Bronze w kolorze 01 light matte. Chyba najładniejszy odcień z całej palety. Nie jest ciemny, ale widoczny. Kolor nie jest ciepły, ale też nie zbyt chłodny. Idealny do jasnej karnacji, dobry zarówno do konturowania jak i ocieplenia twarzy. Nie tworzy plam, łatwo się z nim pracuje. Dla mnie ideał :)
Drugi produkt to róż marki Lily Lolo, a w zasadzie duo o nazwie Naked Pink. Jeden z nich to typowy matowy, delikatny, "różowy" róż, idealny na co dzień i pasujący do większości karnacji. Coś dla fanek Well Dressed z Mac. Drugi to przepiękny różo-rozświetlacz. Długo myślałam o zakupie takiego typu produktu marki 100% pure, ale odstraszała mnie cena i dostępność. To jest więc idealne rozwiązanie. Róż ten ładnie rozświetla kości policzkowe i ożywia twarz. Rozświetlacz i drugi róż z paletki poszły w odstawkę i używam tylko tego. Efekt jaki daje na buzi jest przepiękny. Do ciemnej karnacji może być zbyt chłodny i jasny, ale do jasnych jest idealny.


Kolejny kosmetyk to Zimowe mydło w płynie marki Yope. Ich mydła są popularne i wychwalane już od dłuższego czasu, ale to moje pierwsze. Muszę przyznać, że jest świetne. Zapach jest obłędny, mieszanka migdału, kokosa, cynamonu i pomarańczy. Korzenne, otulające nuty idealne w okresie świątecznym. Mydło dobrze myło, nie wysuszało i umilało mi swoim zapachem wieczorną pielęgnacje. Duże opakowanie i pompka to też zaleta.

Niekosmetycznym ulubieńcem jest prezent świąteczny - Instax Mini od Fujifilm. Od dawna marzyłam o tego typu aparacie. Myślę, że większość z nas rzadko wywołuje zdjęcia, a przeglądanie ich zawsze sprawia nam mnóstwo frajdy. Lubię chwilę z bliskimi, kiedy przeglądamy stare fotografie, wprawiają mnie w dobry nastrój. Za każdym razem można odkryć coś nowego. Tutaj zdjęcie mamy w ciągu kilku chwil, nie musimy tracić czasu na wybieranie i wywoływanie. Pstryk i już, nie ma odwrotu :) A ile frajdy jest przy obserwowaniu jak nasze zdjęcie zaczyna się pojawiać, a my wachlujemy nim jak szaleni. Polecam każdemu, kto cieszy się z takich drobnych rzeczy jak ja:) Jedyny minus to cena wkładów, ale myślę, że można to jakoś wybaczyć;)

Ostatni produkt to słodka rozpusta, czyli mleczna czekolada z pistacjami i karmelizowanymi orzechami laskowymi z Biedronki. Niebo i Święta w gębie!;) Jestem wielką fanką czekolad Lindt i ta spokojnie im dorównuje. Ja czułam tam też lekko migdałową nutę. Czekolada jest przepyszna. Niestety już jej nie ma, ale mam nadzieję, że w przyszłym roku też będzie dostępna.

To tyle na dziś, a jacy są Wasi zimowi ulubieńcy?
M.

5 komentarzy:

  1. Tego Instaxa Mini to bardzo Ci zazdroszczę :) Co najlepsze, ja nie wywołuję zdjęć, ale taki aparacik zdecydowanie mógłby u mnie zagościć, obawiam się tylko, że poszłabym z torbami przez te wkłady do niego (już widzę, jak robię zdjęcia wszystkiemu, skoro od razu pojawiają się wydruki ze zdjęciami) ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo lubię tę paletkę Lily Lolo.
    I mleczną czekoladę...

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak samo w okresie zimowym uwielbiałam to mydełko, ma piękny zapach i świetny skład. Ciekawa jestem kosmetyków Lily Lolo, interesują mnie od dłuższego już czasu. Cieszę się, że powróciłaś, także postanowiłam dać sobie kolejną szansę, zatęskniłam za blogowaniem.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak super! Już lecę zajrzeć do Ciebie :)

      Usuń
  4. Ja o tym duo z Lily Lolo też myślałam dłuższy czas. Teraz niestety nie jest mi zupełnie potrzebne ;) Ale kto wie, może kiedyś... :) Mydełka Yope lubię od dawna, ale tego zapachu akurat nie miałam. Natomiast aparat.... aaahhh... jednym słowem zazdroszczę :)))

    OdpowiedzUsuń