wtorek, 23 maja 2017

Hygge. Duńska sztuka szczęścia


 
Hygge. Duńska sztuka szczęścia. autorstwa Marie Tourell Soderberg to jedna z najpopularniejszych w tym temacie książek. Co prawda o hygge było głośno w okresie jesienno-zimowym, ale ma ono nam przecież towarzyszyć przez cały rok, więc chętnie podzielę się z Wami teraz moją opinią.

 
Na początku dobrze zacząć jest od wyjaśnienia czym w zasadzie jest hygge, choć to już teraz wiedzą pewnie prawie wszyscy. Słowo to nie ma odpowiednika w języku polskim. Oznacza ono poczucie szczęścia, które w danej chwili odczuwamy, radość z robienia czegoś co lubimy. Umiejętność dostrzegania i cieszenia się z drobnych rzeczy.
Hygge kojarzone jest głównie z dużą ilością palących się świeczek, rozłożonych wokół nas. No i rzeczywiście, Duńczycy to podobno naród, który zużywa najwięcej świec w ciągu roku. W całej tej filozofii nie chodzi jednak o wystrój wnętrz. Duńczycy, kiedy za oknem pada deszcz, wieje i jest zimno, zamiast przygnębiać się niesprzyjającą pogodą, tworzą w domu atmosferę ciepła i rozjaśniają mrok. Tu właśnie pojawiają się świeczki, lampki i ogień w kominku. Do tego ciepły koc, ulubiona książka, serial, przepyszne ciasto, gorąca czekolada lub kolacja z przyjaciółmi. Robi się przytulnie, co daje nam poczucie szczęścia. Oczywiście chodzi o to by je dostrzec w tych drobnych rzeczach, bo wtedy właśnie poprawia się jakość naszego codziennego życia. Filozofia hygge pozwala nam koncentrować się na tym co jest dobre i pozytywne każdego dnia.
 
 
Hygge, jak już wspomniałam, można odczuwać o każdej porze roku. Latem kiedy dni są dłuższe i cieplejsze, Duńczycy uwielbiają spędzać czas na zewnątrz. Organizują rodzinne wycieczki, pikniki, spędzają czas w ogrodzie z przyjaciółmi i lampką wina. W skrócie można powiedzieć, że kładą nacisk na poczucie bliskości, atmosferę i dobre jedzenie. Dzięki temu czują się szczęśliwi. Oczywiście w Danii znaczenia ma też polityka, która kładzie nacisk na opiekę. O tym wspomina się trochę rzadziej, ale jak widać inne aspekty można też poprawić i znaleźć w nich odrobinę radości.

 
Książka Marie Tourell Soderberg, co ciężko przyznać, przede wszystkim zachwyciła mnie okładką, która, można powiedzieć, jest bardzo w stylu hygge. Jest piękna, przyciąga wzrok i ma w sobie coś co przywołuje ciepłe uczucia. Wnętrze książki niestety już tak nie zachwyca. Autorka mówi nam czym jest hygge, skąd tak naprawdę się wzięło i co oznacza dla Duńczyków. Znajdziemy tu wywiady z kilkoma ludźmi w różnym wieku, którzy opowiadają co daje im poczucie szczęścia, a także przedstawiają przepisy na potrawy, które wiążą się z ich dobrymi wspomnieniami. Marie opisuje spędzany jest przez nich czas o każdej porze roku. Duńczycy lubią przebywać głównie w domu, ale bardzo popularne są też restauracje z ogromnymi stołami, przy których mogą siedzieć wszyscy razem, co stwarza bardzo rodzinną atmosferę. W książce znajdziemy też krótki rozdział o tym, jak według szczęśliwego mieszkańca Danii powinno wyglądać każde pomieszczenie w domu i dlaczego tak ważne jest światło. Jest też krótka wzmianka o tym jak hygge wygląda dziś i jaki ma potencjał, a na końcu możemy znaleźć słownik z hygge-słowami.
Książkę czyta się dość szybko i przyjemnie, ale pozostawia ona lekki niedosyt. Opisuje wiele aspektów, ale nie wyczerpuje wystraczająco tematu, szczególnie w tych najciekawszych według mnie rozdziałach. Są tu ładne zdjęcia, ale drobny druk jak na tak grubą książkę. Cała treść mogłaby się tak naprawdę zmieścić na 1/3 użytego papieru, co mogłoby obniżyć cenę i sprawić, że jest ona adekwatna do zawartych w niej informacji.
Duńską sztukę szczęścia mogę polecić tym osobom, które o hygge nie wiedzą jeszcze nic. Ci którzy czytali i słyszeli już coś w internecie, będą czuli niedosyt, ponieważ nie dowiedzą się wiele więcej. Jeśli ktoś lubi lekkie książki, ładnie wyglądające półce, też będzie zadowolony ;).
 
M.

25 komentarzy:

  1. Mam ochotę sięgnąć po tę książkę, ot tak, "do kawy" :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Chętnie bym po nią sięgnęła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więc nie pozostaje nic innego jak tylko kupić bądź pożyczyć i przeczytać ;). Z tego co wiem jest też teraz w wersji z cienką okładką, która jest też tańsza i myślę, że to lepsza opcja.

      Usuń
  3. Ja nie wiem nic, więc chętnie sięgne po książkę! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie, myślę, że powinnaś być z niej zadowolona ;)

      Usuń
  4. Czytałam i podzielam Twoją opinię, jednak dla osób, które potrafią cieszyć się w życiu z małych rzeczy ta książka nie będzie odkryciem :-)
    Rzeczywiście okładka i samo wydanie robi wrażenie i pięknie wygląda w domowej biblioteczce !
    Cieszę się, że wróciłaś :-)
    Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też się cieszę, że wróciłam i że Ty dalej będziesz do mnie zaglądać ;)

      Usuń
  5. Ksiązka ma cudną okładke :) brązer sprawdzi się idealnie jeżeli chcesz dodać sobie opalenizny, dla jasnych karnacji może być ciut za ciemny ale można go spokojnie dawkować. Kiedy zależy mi na delikatniejszym looku tylko delikatnie dotykam go pędzle i dopiero aplikuje na buzię :) rozświetlacz mam w wersji silver i gold i zdecydowanie bardziej pasuje mi ta druga bo mam cielejszy odcień skóry, silver idealnie sprawdzi się właśnie u jasnych karnacji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje za rady.:) Właśnie o odcieniu Silver myślałam, a nad zakupem bronzera muszę się jeszcze zastanowić, ale chyba jednak poszukam czegoś jaśniejszego.

      Usuń
  6. Czyli książka dla mnie, ponieważ pierwszy raz spotykam się z takim słowem ;)
    Nic kompletnie o tym nie wiem, więc chyba musze gdzieś ją znaleźć i przeczytać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łatwo ją znaleźć bo jest dosyć popularna. Życzę więc miłej lektury ;)

      Usuń
  7. jakoś nie mogę się przekonać do tej książki. Przeglądałam ją przy okazji bycia w empiku i chyba nie potrafię znaleźć "tego czegoś" czym wszyscy wokół się tak zachwycają ;) Ale ja czytam kompletnie inny styl książek, więc może dlatego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli nie możesz się do niej przekonać, to w ogóle po nią nie sięgaj. Mnie trochę też jak widać rozczarowała. Ja również często nie potrafię zrozumieć sukcesu niektórych książek, ale myślę, że teraz więcej promuje się ogólnie rzeczy, które łatwo można sprzedać, zareklamować i na tym zyskać, niż ciekawych.

      Usuń
  8. Tematyka Hygge mnie nie interesuje, więc książka byłaby dla mnie zbędna ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No w takim wypadku to na pewno zbędny zakup

      Usuń
  9. A ja nie miałam pojęcia co to jest hygge :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Zapraszam do mnie na post pełen spokoju i uciechy z drobnych rzeczy: http://siedemrzeczy.blogspot.com/2017/06/7-rzeczy-do-zrobienia-jeszcze-tej-wiosny.html

    OdpowiedzUsuń
  11. Dobrze, że przeczytałam tę recenzję, bo trochę czaiłam się na tę książkę, ale nie lubię "przerostu formy nad treścią"... Przeczytałabym tę książkę, o ile znalazłabym ją w bibliotece lub jeżeli ktoś by mi ją pożyczył ;) Na pewno bardzo miło by się ją czytało do przysłowiowej kawki (czyli u mnie przy yerbie), czy właśnie wieczorem, przed snem z kieliszkiem czerwonego wina :D Książka w sam raz na Instagram po prostu :D
    Dowiedziałam się też, że jednak jestem choć troszkę "hygge" - u mnie w domu wieczór bez świeczek to wieczór stracony :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również zawsze uwielbiałam świeczki:) A książka tak jak mówisz instagramowa i tyle :)

      Usuń
  12. Ląduje na mojej liście książek do przeczytania :-) Wydaje się być interesująca :-) Ja mogę polecić całkowicie inną książkę, ale moją ulubioną " Zatrzymać dzień". Ma w sobie coś magicznego. Jej treść oraz sposób wydania są inne niż wszystkie, wręcz zaskakujące. Polecam serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tytuł brzmi bardzo ciekawie, kto jest autorem?

      Usuń
    2. Wioletta Szczepańska i Ireneusz Słupski

      Usuń